Czerwiec/Lipiec 2001
Nr: 4

 

Thrash'em All – wywiad
Pytania: Lukasz Dunaj
Odpowiedzi: Wojtek Lisicki – Transcendental Protagonist of LOST HORIZON

 

Czesc 1 – oficialnie opublikowana:
(nizej na stronie znajdziecie nieopublikowana reszte wywiadu)

Tym razem wywiad rozpoczniemy dosc nietypowo, poniewaz o wstep pokusil sie odpowiadajacy na moje pytania Wojtek Lisicki - gitarowa podpora nowej nadziei Heavy Metalu - LOST HORIZON. Ten mieszkajacy od wielu lat w Szwecji polski muzyk mial jak widac sporo do powiedzenia, a to jeszcze nie wszystko, bowiem calosc wywiadu mozecie znalezc w sieci, do czego goraco zapraszam. Adres podany jest na na koncu...

Prolog
Witam wszystkich ponownie. Minelo juz piec lat od ostaniego razu... "Troche" sie pozmienialo na scenie. Aczkolwiek wyniki prognoz byly latwe do odgadniecia. Heavy Metal wrócil. Z czego ciesze sie wybitnie. Niestety idzie za tym wiele shitu, co normalne zreszta w takich okolicznosciach - efekt uboczny, ogólnie zwany moda'. A dominacja niemieckiego power metalu jest szczególnie dobijajaca. Posypalo sie tego chlamu cale mnóstwo, przypisujac automatycznie wielu wartosciowym zespolom do niego przynaleznosc i scielac im droge scierwem kiczu. Ale jak zwykle... predzej czy pózniej wszystko sie zawsze wyjasnia i upozadkowuje.

Co Cie sklonilo do zarzucenia swoich wczesniejszych death metalowych fascynacji i dolaczenia do szeregów LOST HORIZON? W jakich okolicznosciach powstal ten band?

Do Lost Horizon nie dolaczylem ale go stworzylem, i to z wlasnego najczystrzego pragnienia. Heavy Metal to muzyka w jakiej wykreowalo sie moje uwielbienie ogólnie do metalu. Bardzo tesknilem by znów, jak niegdys, tworzyc True Metal i to w dodatku na skale globalna, a nie tylko w czterech scianach. Teraz tworze go znowu, ale juz w dojrzalej formie. Jestem tam (w kazdym razie na drodze do tego) gdzie kiedys marzylem (planowalem) byc. Fascynacji death metalowych wybitnie nie odrzucilem, lecz zawiesilem. Gralem z nieodpowiedzilanymi ludzmi, którzy mnie ciagneli w dól swoim amatorskim podejsciem, i którzy nie mieli zielonego pojecia o artyzmie. Byli tylko muzykami, nie bioracymi tego wszystkiego wystarczajaco serio. Poznalem przez nich smak mizerii, który wkradl sie do mojego, do tamtej, pory szczesliwego swiata muzyki. Musialem dac na luz z Luciferion bo czulem, ze sie wypalam na rzeczy uboczne, a najwzniejsze uchodza uwadze. Lost horizon powstal na pocztku 98 roku. Mówie "powstal", choc pownienem uzyc slów "zostal wskszeszony". Jest kontynuacja Highlander z 90 roku. Ale tylko sentymentalnie. Jako zespól to kompletnie nowa mysl i podejscie. Stworzenie tego zespolu ma wiele bardzo konkretnych powodów i uzasadnien. Czesc z nich wyniknie z moich odpowiedzi, czesc wkrtótce.

Slyszalem, ze korzenie tego zespolu tkwia w formacji HIGHLANDER, w której niegdys grales i z której co ciekawe, Joachim Cans odszedl do HAMMERFALL. Czy to nie pewna ironia losu?

Nie nazwal bym tego ironia losu lecz szczesliwym trafem... Joachim Cans nie "odszedl" do Hammer Fall bo on wtedy nie istnial. Ten zespól powstal w 96 roku, czyli dwa lata po zawieszeniu Highlandera (Highlander istnial od 90 do 94). Nie mial konkretnego zajecia wiec zaczal sie spotykac z Jesperem Strombladem (dzisiejszy In Flames) i kilkoma czes'kami. Cos tam smucili i mialczeli. W koncu przerodzilo sie to w cos alá mie'kki odpowiednik uwczesnego Highlander. I tak powstal Hammer Fall... (wzdechniecie). Przedtem, w ostatnim okresie istnienia Highlandera, dolaczyli do nas gitarzysta Stefan Elmgren (jeszcze zanim zgolil leb) i perkusista (ex.) Patrik Rafling (jeszcze zanim zaczal grac w zielonych spodenkach gimnastycznych na koncertach), obydwaj takze z pózniejszego Hammer Fall, którego po zawieszeniu Highlandera stali sie czlonkami, i po tym gdy Jesper pozbyl sie tych wiesniaków z którymi gral na poczatku. Na tym konczy sie historia i jakiekolwiek powiazania z Hammer Fall, co jest wlasnie tym szczesliwym trafem o którym mówilem na poczatku. Powstanie Lost Horizon nie ma nic wspólnego z ich kariera, czy tez innych nowych power metalowych zespolów, które w 99% wybitnie nas nie interesuja, zenuja i arcy nudza.

Czy LOST HORIZON nie jest tylko i wylacznie kolejnym modnym power metalowym zespolem, których setki? Jak bys odparl ten zarzut i co was odróznia od innych Twoim zdaniem od cej calej masy?

Stary, o czym Ty mówisz. To nie jest twór idiotycznej mody, tylko najczystszej pasji. Nie znosze mody. Moda jest dla prostaków. To, ze zespól uaktywnil sie akurat w tym specyficznym okresie, to juz taki zbieg wydazen. Zespól istnial od dawna, tyle ze z przerwami. Z reszta nawet gdyby powstal i dzisiaj nawet, to nie mialo by to zadnego znaczenia i nie zmienilo stanu rzeczy. Ja zawsze jestem prawdziwy i szczery. To jedno z moich podstawowych zasad w zyciu. (...) Patrzac z innego punktu widzenia na to cale zjawisko powstawania zespolów, niedoopisania bezsensem byloby, na przyklad, bardzo chciec zalozyc zespól z umilowania do takiej albo innej muzyki, i olac to tylko dla tego, ze akurat ten styl jest w danym momencie popularny i nalezy dac sobie spokój i zaniechac. Bzdura!!! Trend w trendzie! Gdyby wszyscy tak mysleli to powstawal by jeden zespól w danym stylu, a kolejny który powstal by po nim i gral podobnie byl by juz trendowy. Chyba sami widzicie, ze to absurd. Liczy sie powód i szczerosc! Remember that! Nie zaliczaja sie oczywiscie do tego ci wszyscy masowi frajerzy którzy jawnie, wyrafinowanie i perfidnie kozystaja z fali. Z reszta jak by sie czlowiek zastanowil, to praktycznie biorac ogólnie wieksza czesc istniejacych zespolów moze byc zaliczana do dzialu "trend", bo przeciez prawie wszystkie powstaly "zainspirowane" innymi, juz przedtem istniejacymi aktami (w mysl tego co uzaasadnilem kilka linijek wstecz). Chyba juz czas na przeanalizowanie definicji trendu, bo jest ona niedokonca sprecyzowana i wielu moze obrazic nieslusznie. Jezeli sie oczernia to powinno sie to robic zgodnie z jakas norma, a nie totalnie generalizujac. Tu przy okazji chcialbym oswiadczyc na przyszlosc, ze co sie tyczy mnie, to robie muzyke z czystej pasji, nie dla kariery czy "glory". Nie interesuja mnie one. Gdzies' mam popularnosc. Nawet nie chcialem zalaczac jakiego kolowiek kontaktu na plycie, ale wytwórnia szlochala. Interesuje mnie rozwój i tworzenie, odkrywanie i przezywanie. Dla tego tez bede wydawal muzyke w róznych stylach, które wchodza w "sklad" reprezentowanych przeze mnie wartosci, czy sie to komus podoba czy nie. Aczkolwiek mysl przewodnia bedzie podobna i zawsze szczera. Acha, dla tych, dla których moja twórczosc i przekaz benda mialy znaczenie, umiescilem mój znak rozpoznawczy w dolnym, prawym rogu tylniej strony pudelka CD. Polski miecz koronacyjny Szczerbiec oraz tytul Wojtek Lisicki Magic. Bedzie on zawsze w tym miejscu na kazdym wydawnictwie w którym bede maczal palce (to tak na marginesie). Jezeli chodzi o druga czesc pytania, od innych odróznia nas bardzo wiele rzeczy. Caly koncept Lost Horizon (nie Highlander) zbudowany jest na bardzo stanowczych i glebokich kryteriach. To jest tak prawdziwe jak nic dotad w naszym muzycznym zyciu. Staramy sie by zespól ten wspólgral w kompletnym balansie z tym co reprezentujemy duchowo i intelektualnie. Wre'cz do przesady. Ale tak musi byc! Tylko wtedy ma to wszystko sens. Chcemy zespolic w jedna calosc te wszystkie wazne aspekty, które wydaja sie byc porozrzucane po róznych dziedzinach i stylach, lub ogólnie wydaja sie zapomniane lub tylko czasami przejawiac.Wszystko oczywiscie w odpowiedniej kombinacji z muzyka. I wiadomo, ze oczywiscie nie chodzi o zadny clishowy kolage! Chodzi o to zeby to wszystko mialo rece i nogi, a nie kolejny zespól "po czes'ci". W Lost Horizon nie ma ani kompromisu, ani chumoru (no, chyba ze minimalnie w "Sworn..."), ani dopasowan. To nie rockowy akt, to ideologiczny front i muzyczne uzewnecznienie, pola'czone tu akurat z rdzenna' wedlóg nas odmiana' Metalu - Heavy Metalem, a dokladniej z True Metalem. Powstal, by oprócz pragnienia nadania heavy metalowi nowego, "dojrzalego" ducha, stawic na swój wlasny sposób czola calej tej bzdurze ble'dnie zinterpretowanego sensu istnienia propagowanego na tej planecie, oraz tej dowodzacej otumanionej cholocie. Sprzyja temu fakt, ze metal Lost Horizon, to bardziej zrozumialy dla ludzi nurt muzyczny. Muzyka tak ekstremalna jak death, black czy grind trafia tylko do ludzi "specyficznych". Fakt, szokuje ona innych, czesto nawet tych "nacelowanych" których ma szokowac, ale to nie wystarcza. Te formy sa ograniczone. Te tumany tam na górze i tak robia co chca. Chcemy, miedzy innymi, trafic do wiekszego grona potencjalnych "odbiorców", dla których muzyka, a przez to przekaz Lost Horizon, bedzie bardziej "dotepny". Nie mówie tu o was, którzy sa, i itak beda metalowcami odsrodkowo. Chodzi mi takze o innych, którzy podzielaja pewne ideje ale nie sluchaja Metalu. Z reszta tak na prawde to trzeba walic se wszystkich frontów. I tak wlasnie wyglada Lost Horizon. Aha, i nie porównujcie nas zbytnio z podejsciem Manowar. Tylko czesc sie zaze'bia. Oni za czesto spiewaja o bzdurach i wkomponowuja motywy typu: porozbierane dupy na scenie, motocykle i wikingowie. Kompletny bezsens. Oczywiscie Manowar sam w sobie KOCHAM! I to oczywiscie za stare czasy. Nie wiem czego oni obecnie chca. Kolejna sprawa - mam WIELKA nadzieje, ze ludzie daruja sobie ewentualnych ocen typu: "niegdys gral death metal, a teraz heavy metal - nie jest kosekwentny!" bo bylo to wtedy AR-CY ZA-LO-SNE I SMIE-SZNE! Luciferion, Lost Horizon czy inne, to po prostu rózne formy ekspresji. Nie ma znaczenia w jakim wydaniu. To juz kwestja interpretacji czy smaku. Liczy sie zawartosc.

Ok, to wszystko, zycze Ci jak najlepiej z LOST HORIZON, bo to takze bardzo dobra muzyka i mam nadzieje, ze z przyjemnoscia odpowiedziales na te pytania.

Cieszy mnie ze tak uwazasz. Dzieki za to i za dobry wywiad! Na pytania odpowiedzialem oczywiscie z przyjemnoscia. Pozdrawiam polska scene! See You all very soon!


Czesc 2 – nieopublikowana:

"Awaking The World" zyskuje prawie wszedzie swietne recenzje. jak dlugo przygotowywaliscie ten album i z jakimi wytwórniami pertraktowaliscie w celu podpisania kontraktu?

O wytwórniach nie ma co duzo gadac. Ogólnie od lat mnie nuzy te ciagle gadanie o wytwórniach itp. Wytwórnie tu, wytwórnie tam, kogo to obchodzi. Wywórnia ma wydawac plyty i robic promocje, tak jak to bylo kiedys, a nie sie pchac na pierwszy plan. Mimo wszystko, wyslalismy do pieciu najwiekszych (w tej dziedzinie) w Europie. Od razu odpowiedzialy dwie z nich. Century Media pierwsza, Music For Nation druga za raz za nia. Po dlugim czasie odpisaly trzy pozostale, z laski i z paniejskim tonem. Odpisalem, doslownie, zeby mnie nie rozsmieszali. Frajerzy, dostali kosmiczny material demonstracyjny z materialem stworzonym z krwi, udreki i pasji i cos tam zaczeli wymagac i sie zastrzegac zanim cokolwiek zaoferowali. Z reszta odpisali po dwóch mesiacach! - pajace. To bylo akurat w okresie moich wakacji w Polsce. W tedy miedzy innymi pojechalem do Lodzi by zrobic intra, nagrac solówke i dopomóc kilkoma radami przy plycie "Reborn" Damnation (która z reszta wedlóg mnie jest najbardziej dojrzala i najciekawsza plyta tego zespolu). W kazdym razie, oferta Music For Nations byla wrecz szokujaco zadowalajaca. Po negociacjach uklady byly jeszcze lepsze. Nie bylo nad czym sie wiecej zatanawiac. Century Media jesty dobra' i pracowita' wytwórnia', lecz niestety bardzo sk'apa' i stresujaca. Ich rzecznik nawet nie wyjal skoroszytu z torby gdy zobaczyl co ma do zaoferowania Music For Nations. Reszte morzecie sobie dopowiedziec sami.
Co sie tyczy ogólnych recenzii "Awakening The World", to trafnie sformulowales ze "prawie wszedzie zyskuje swietne recenzje". A to glównie z tego powodu, ze zostalo, przez wytwórnie, popelnionych kilka kardynalnych bledów, które strasznie nam narobily syfu. Podam kilka przykladów. A wiec zostaly rozeslane plakaty promocyjne obwieszczajace, ze "New warriors of Power Metal claim the trone". Reposta; - Nie jestesmy zadnym zespolem Power Metal! Nie mamy nic wspólnego z ta nowa kolejna moda, bedaca rekinem dla ryb pilotów! Jak to zobaczylem to myslalem ze dostane szumu jader z wscieklosci. Kolejna sprawa; jako glówna' przynente reklamowa i promocyjna uzyte zostalo "powiazanie" z Hammer Fall. Reposta; NIE MAMY Z TYM NIC WSPŇLNEGO! Pamietajcie o tym! Hammer Fall to zenada! Pozatym jazda na czyichs plecach jest maksymalnym pedalstwem, czego nigdy bysmy nie zrobili wlasnowolnie. Gula mi chodzi nie do opisania z tego powodu. I jeszcze jedna rzecz. Rozeslane zostaly promówki nie zawierajace elementu najwazniejszego, tzn dokladnego opisu dlaczego zespól zaistnial i co reprezentuje. Media, które dostaly promówke i zaledwie mikro-szpargal historyki (fakt, napisany przezemnie, ale w zupelnie innym celu – dla sklepów, nie dla prasy), wyrobily sobie wlasne zdanie na nasz temat i na temat plyty. Czasami dosc negatywne. Móglbym przyznac, ze to z brakiem informacji o zespole to glównie nasza wina, ze nie zostalo to dopatrzone, ale w tym chaosie trudno bylo wszystko kontrolowac i to umknelo uwadze. Mimo wszystko, wytwórnia powinna o wszystkich tego rodzaju posunieciach informowac zespól, co czynia w dzisiejszej dobie po wielu blyskawicach z naszej strony. Zbyt pózno jednak. Z powodu tego wszystkiego istnieje ryzyko, ze czesc ludzi nas bardzo mylnie zinterpretuje. Niektóre zachodnie media juz to zrobily pisza'c na przyklad, ze Lost Horizon to kolejny power metalowy produkt, albo ze jestesmy pro-hybryda Hammer Fall (?!!!, wymiekam przysiegam…), nie rozumiejac, ze jak juz to Hammer Fall jest wybitnie zainfluowany przez Lost Horizon, majac na wzgledzie to, ze wszystkie utwory na plycie "Awakening The World" to (zmodernizowany i doprowadzony do perfekcji) zbiór calej kolekcji muzyki Highlander z okresu 90-95 kiedy to goscie z HF: Joakim Cans, Stefan Elmgren i Patrik Reffling odgrywali moja muzyke. Z reszta sam fakt, ze ktos porównuje nasza muzyke z ichnia jest tak smieszny, ze czasami mysle ze mi bok odpadnie ze smiechu i zenady. Porównywanie prawdziwego metalu z muzyka z remizy strazackiej. Co za bzdura... Gdzie ludzie maja uszy? Niektóre polskie media tez nie sa lepsze. Na przyklad pewna wybitnie "profesionalna", "inteligentna" i "kompetentna" internetowa wypowiedz w Wirtualnej Polsce bezimiennego "kogos tam", która kwalifikuje kretyna który ja napisal do publicznego wychlostania. Zero nie zna sie na muzyce i oczernia czyjas krwawice. Ale to tylko przyklad. Ogólnie biorac, musze to teraz wszysko skrupulatnie odkrecac, tak jak to czynie w tym wywiadzie. Kupa niepotrzebnej roboty i marnowania czasu, który móglbym przeznaczyc na przyklad na podzielenie sie z innymi naszym spojrzeniem na swiat.

Skad sie wzial Twój oryginalny pseudonim? Czy wymysliles go, by odciac sie zdecydowanie od muzycznej przeszlosci?

Z kad taka dziwna interpretacja? Z reszta dlaczego ten "pseudonim" mial by sugerowac, ze chcialbym sie odciac. ( Czy wiesz co on oznacza?) Nie odcinam sie od zadnej przeszlosci. To co robilem wtedy bylo w tym czasie wazne i aktualne. Kazdy przeszly czas mial swoje prawdy i uzasadnienie. Nad terazniejszym mozna zapanowac a przyszlosci mozna zapobiec za wczasu. A czlowiek sie zmienia i rozwija. Ogólnie, nie nalezy robic sobie wyrzutów za przeszlosc (nie mówie tu o bardzo powaznych przewinieniach itp). Liczy sie TERAZ. Zawsze mozna zmienic podejscie czy zdanie. Jezeli sam uwazasz, ze byles lub jestes w bledzie, MOCA jest oswiadczenie, ze teraz uwazasz inaczej. Przeciwienstwo tego jest tchórzostwem i najczystszym oportunizmem. Jezeli chodzi o mnie, to "zaluje" tylko tego, ze nie wiedzialem dokladnie o co mi kiedys w tym wszystkim chodzilo i podchodzilem do wszystkiego bardziej emocjonalnie niz intelektualnie. Ale wracajac do pierwszej czesci pytania. To nie jest pseudonim, to spirytualne okreslenie mojej osoby. Glównie dla siebie samego. Nie jest to takze zaden artist name. W mediach i na codzien jestem Wojtek Lisicki. Na wydawnictwach i w glebi Transcendental Protagonist. Stworzylem ten tytul dla tego, ze normalne imie nic nie oznacza. Jest mianem nadanym przez rodziców - czyli nowoczesnych ludzi. Za czym idzie wykorzystanie standardowych istniejacych opcji zwiazanych z imionami. Czyli powielenie. Zaden Indianin (w kazdym razie przed kolonizacja) nie nazywal sie Szczepan Bzdecnicki czy Józef Pizdziulkiewicz, tylko nosil miano odpowiednie do tego co reprezentowal. Z tymze tu najczesciej o okresleniu decydowali inni. My nie jestesmy zainteresowani ocenami innych. Dla tego tez okreslilsmy sie sami.

Jakie ciekawe perspektywy roztaczaja sie przed LOST HORIZON?

To zalezy co masz na mysli. Czysto muzycznie jest spokojnie. Jestesmy w okresie rekonwalescencji po nagraniach. Jestesmy wykonczeni - i psychicznie i fizycznie. Takiego studyjnego przewalu nie doswiadczylismy dotychczas. Nawet sobie NIE WYOBRAZACIE co dzialo sie w studio (negatywnie i pozytywnie)! Kiedys to dokladnie opisze na stronie internetowej z intencja by ludzie powyciagali sobie pewne wnioski i nie popelnili tych samych bledów, za które placi sie zdrowiem. Lekko(!) przybylo mi dwóch lat po tej sesji. Teraz glównie potrzeba nam czasu. Musimy odpoczac. Ale kilka festiwali jest zabukowanych. Na jednym juz gralismy. To byl nasz pierwszy oficialny koncert. Bylo to w Paryzu razem z Rhapsody 30 marca. 2300 osób w nowoczesnej operze - kompletna jazda! A w maju...he, he, he, a w maju jestesmy na DYNAMO!!! To juz jazda bez trzymanki! Pózniej Euro Rock w Belgii i festival w Finlandii. "Pracujemy" równiez nad Wacken Festival w Niemczech, który jest chyba dzisiaj glównym metalowym festiwalem w Europie. Jestesmy dobrej mysli. Ale do tego czasu na pewno bedzie kilka innych imprez. Z trasami narazie dajemy sobie na luz na najblizsze miesiace. A jezeli chodzi o Polske to musimy najpierw "zeskanowac" sytuacje. Nie mam pojecia jaki jest/bedzie odbiór Lost Horizon u polskich metalowców. Czy taka muzyka i forma w ogóle kogokolwiek interesjuje.

Powiedz prosze jakie sa obecnie Twoje muzyczne fascynacje?

Jesli chodzi Ci o style, to slucham kazdego rodzaju muzyki która zawiera mistyke, magie, glebokie uczucia. Ale prostej czy tez wesolej takze, jezeli jest w jakis sposób stymulujaca. Moze to byc np. D.A.D, muzyka z Blues Brothers, czy disco lat 70-tych alá Boney M.
Jezeli chodzi o zespoly metalowe, które wywolaly na mnie ostatnio wrazenie, to jest ich zaledwie kilka. Virgin Steele, Rhapsody, Damantion "Resist". Ale po czesci jest to spowodowane faktem, ze tak na prawde, to nie slucham zbyt duzo muzyki, glównie ze wzgledu na to, ze jestem maksymalnie sfokusowany na wlasnej. Nie mam tez zwyczaju kupowania plyt, za czym idzie ubóstwo w znajomosci rynku. Wszystko co udaje mi sie uslyszec jest mi zawsze rekomendowane i wrecz serwowane. Prawde mówiac brak mi tego dawnego zainteresowania wyszukiwaniem dobrej muzyki samemu. Jednak z tego co widze, wyglada na to, ze ludzie odbiegli dosyc od zawartosci i glebi w muzyce. Postawili na forme. Bardzo to smutne... Forma, oczywiscie tez jest bardzo wazna, bez watpienia, ale najwazniejsza jest zawartosc. Za duzy nacisk kladzony jest na wszystko wokól zespolu a za maly na czesc artystyczna. W Lost Horizon jest to maksymalnie wybalansowane.

Jakie srodowisko jest Ci obecnie blizsze: pomorskiego death/black metalu czy geteborskiego melodyjnego grania? Gdzie masz wiecej przyjaciól?

Jezeli chodzi czysto o muzyke, to nieznosze "geteborskiego" melodyjnego power-trashu, a z pomorskiego death/black metalu znam tylko Damnation, Yattering i Behemoth. Damnation znam dobrze. Yatering znam tylko z jednej plyty. Mehemoth tylko z pierwszego okresu demówek i pierwszej plyty. A co sie tyczy przyjacielstwa to sprawa nie jest trudna do okreslenia. Ogólnie mam malo przyjaciól. Wiesz jak to jest - "trudni" ludzie nie sa zbyt popularni. W Szwecji mam przyjaciól na palcach jednej reki, w Polsce to samo. Reszta to koledzy i znajomi. Mam nadzieje ze sie to zmieni, bardzo chce miec kontakt z wartosciowymi ludzmi. W kwestji intelektualno-uczuciowej musze przyznac ze jestem bardzo sam.

Kiedys bardzo krytycznie wypowiadales sie o MORBID ANGEL (za czasów "Domination"). Czy to byl juz pierwszy symptom Twojego postepujacego braku zainteresowania Death Metalem?

Z nowu mi docinasz he, he. Tylko czekalem na to pytanie. Zaloze sie, ze to Mariusz je podyktowal :) Jak juz wspomnialem, nigdy nie chodzilo o brak zainteresowania death metalem. Ono nigdy nie zniknelo. Death Metal znaczy dla mnie tyle samo co Heavy Metal. Co sie tyczy wypowiedzi o Morbid Angel, to ciesze sie, ze sie o to zapytales, mimo ze i tak zawsze mialem w planie sprostowanie tej kwestji przy najblizszej okazji majacej do czynienia z Trasch'Em'All. Prawie zawsze jak slucham Domination to mysle o tym wywiadzie i troche mnie kole w dolku.
A WIEC WTEDY WIDZIALEM TO NASTEPUJACO: Morbid Angel byl, od momentu jak go uslyszlem, moim absolutnym number one. To chyba byl dla mnie jakiegos rodzaju szok gdy zachwial sie balans. Odszedl Brunelle, doszedl Rutan. Muzyka nabrala innej, obcej energii. Od razu to wyczulem gdy sluchalem tej plyty. Morbid Angel taki jak byl uprzednio posiadal czysto magiczna aure wokól siebie. Rutan, jakim go wtedy widzialem, byl normalnym kolesiem w czarnej koszulce. Zwyczajnym death-metalowcem, nie odpowiednim jako nastepca do kultowego Brunelle. To mnie bardzo zirytowalo. Kolejna sprawa. Glos Davida zabrzmial poraz pierwszy jednostajnie jak na mój smak. Zniknal czar specyficznego dla niego spokoju przy wymawianiu slów i agresji jak na "Brainstorm". Zmienila sie troche dykcja. Jego glos zaczal zakrawac o standardowy growling jadacy na jedno kopyto. Co gorsze, muzyka sama w sobie ulegla znacznej zmianie. Stala sie takze za melodyjna jak na Morbid Angel, z partiami solowymi za bardzo przypominajacymi inne style, jak Andy La Rock'a z Kinga Diamonda, czy kolesi z Carcas. Pózniej ten drastyczny skok w totalne militaria (bardzo OK, ale w Morbid Angel...?) czy tez czesc bardzo kiepskich riffów jak np. poczatek "Nothing But Fear". Ogólnie, calosc mnie zniechecila. Tak to juz jest, znajdujesz ten zespól przez wielkie "Z" a on cie w jakis sposób powiedzmy zawodzi. A ze akurat robilem wywiad dla Darka Pucha z Metal Side, wygarnalem cala frustracje na raz. Dzisiaj, pragne wyrazic me obecnie "nieco" odmienne zdanie... A wiec uwazam plyte Domination za BARDZO dobra. Jest nowoczesna, w pozytywny sposób. Ma bardzo dobra produkcje. Utwory, pomijajac niektóre partie, sa inteligentnie zaaranzowane, charyzmatyczne i mistyczne. Tak, to jednak jest "tamten" Morbid Angel, tylko w troche innej formie! No i obecnosc Davida... W tym przypadku nie ma co wiecej mówic. Erica spodkalem juz chyba ze trzy razy. Okazal sie byc bardzo OK facetem. Co mnie do niego przekonalo, to fakt, ze jest bardzo ambitny z tego co zauwazylem. Kreatywny i pasjonat takze. Jest bardzo dobrym gitarzysta, moze nawet lepszym od Treya, kto wie. Nie ma co, pasuje do nich. Nawet jego geba jest w podobny sposób kultowo zdeformowana jak u Treya. Czy pasuje ideologicznie nie wiem, ale cala reszta bardzo OK. Ale to co napisalem o Morbid Angel wtedy, to wszystko nic, nic, nic... (Wzdechniecie.) W porównaniu do tego co Trey stworzyl jakis czas temu, "Domination" jest wrecz NIEZIEMSKO dobra plyta! Moze dla tego sluchajac jej dzisiaj automatycznie zaliczajam ja do starej ery Morbid Angel. A wiec "Formulas..." jest wedlóg mnie TAK BEZNADZIEJNA, ze nawet dajac jej szanse raz w miesiacu poprostu wymiekam. Przyznam kolejna przykra prawde, ze "Gateways To Annihilation" (oprócz utworu "Opening Of The Gates") nawet nie slyszalem..., co jest oczywiscie wina' "Formulas...". Pierwsze co zuca sie na usta to – ja pier...e, co oni zrobili z perkusja?!!! Ludzie mi wytykaja, ze gary na "Demonication (The Manifest)" Luciferion sa za syntetyczne i za dokladne. Ale co powiedziec o tym co uslyszalem tutaj? Dzwiek perkusji, a w szczególnosci central i werbla, jest tragiczny (!) – rozsypujace sie koraliki na plastykowym blacie. Pozatym jedno proste pytanie... –te centrale w "Opening Of The Gates", a dokladenie w momencie 1:25 –to co to ma niby byc? Jakis zart? Pete jest najszybszym perkusista na kuli ziemskiej, ale ludzie - bez jaj! O materiale nic nie wiem, takze sie nie wypowiadam. Za miesiac Morbid Angel jest w Geteborgu. Stane sobie obok podium Sandovala i wyrobie niezalezne zdanie. Aczkolwiek, jezeli okaze sie, ze nie mam racji w tym co przed chwila powiedzialem o centralach, to w tym momencie nie bede go juz do zaliczal do rasy ludzkiej.

Pomówmy chwile o LUCIFERION. Dla niektórych (wliczajac mnie) to kultowy band. Dlaczego nigdy nie nagraliscie drugiej plyty, która byla wielokrotnie zapowiadana?

Powodów jest wiele. Jak juz wspomnialem, amatorskie podejscie czlonków zespolu, za czym szly nie konczace sie problemy rezultujace w frustracji i beznadzieji, i które byly nie do zniesienia. Zawsze musialem robic WSZYSTKO sam. Dlatego stalem sie omnibusem. Jedyna' osoba bez zarzutów byl Martin, teraz basista Lost Horizon i rdzenny z Highlander. Pragne byscie wszyscy wiedzieli, ze o nagraniu drugiej plyty Luciferion mysle CODZIENNIE! Po prostu nie moglem sie dotychczas za to zabrac. Mialem za duzo syfu w zyciu. Mam go z reszta po czesci nadal. Ale niedlugo sie za to bardzo konkretnie wezme! Promise!

Kiedys dysponowales bardzo mocnym skladem, który jakos ci sie jednak rozpadl. Nie myslales, zeby kontynuowac LUCIFERION z polskimi, bardzo dobrymi przeciez muzykami?

Oczywiscie ze myslalem. Nigdy przedtem nie mialo to sensu bytu. Jednak, kiedys mialem okazje znalezc sie na próbie Yattering...i zoztalem powalony z nóg. Nie wiedzialem ze mozna tak grac w Polsce, czy w ogóle z reszta. Dotychczas tylko Liars In Wait odwalal taka rzez' i takie zawil'osci. Takze to zdazenie utrwalilo mnie w przekonaniu, ze jest nadzieja. A to dla tego, ze kolejna plyta Luciferion (nie mini album, który chce w krótce wydac) tylko ta nastepna, prawdziwa, to pozaziemska jazda bez trzymanki pod wzgledem aranzacyjnym. Dzisiaj death metal doszedl do tak wysokiego poziomu, ze wreszcie znowu moge dopuscic mysl o znalezieniu muzyków do nagrania tej plyty - nareszcie! Dotychczas bylem w kontakcie z wieloma perkusistami z kwalifikacjami na osmiornice z turbo-dopalaczem alá bryka Mad Maxa, czyli odpowiednimi na drugi full-lenght-album Luciferion, i jest z czego wybierac. Sa to: Tony Loreano (ex Angel Corpse), Derek Roddy (sesyjny Malevolent Creation i Nile) oraz David Culross (Malevelent Creation). Szwedzkie siermiegi mnie nie interesuja, oprócz jednego czlowieka, który mnie wprowadzil w zawirowanie jakis czas temu. Bylem na koncercie Reaper (kontynuacja Dissection), i nie przesadzajac, perkusista Tobbe zrobil na mnie takie wrazenie jak nikt od wielu lat. Totalne opanowanie, predkosc i technika niczym cyborg. Jest aktualnie na czele mojej listy "branych pod uwage" na drugi album Luciferion. Zobaczymy co z tego wszystkiego bedzie. Jestem dobrej mysli!

Czy sa szanse na wskrzeszenie Luciferion?

Naturalnie ze sa, ja nie mam zadnych ograniczen. Co do albumów, beda sukcesywnie wydawane. I nie tylko z Luciferion. Teraz gdy mam Music For Nations wszystko jest mozliwe. Z Luciferion live musze poczekac - za duzo do organizowania. Na razie buduje imperium z Lost Horizon, skladajacym sie pod kazdym wzgledem z kompetentnych ludzi, zeby zanac spokoju i harmoni w tym calym "zyciu". W ramach pól roku zrobie wszystko zeby mini-album Luciferion zostal nagrany. Slowo!

Czy pozostaly jeszcze jakies nigdy nie publikowane nagrania LUCIFERION?

Tylko to nieoficialne "Demo 94" z którego wszystkie utwory sa zawarte na Demonication (The Manifest). Oprócz tego mam czesc rifów, które potworzylem zaraz po Demonication. Uzylem wszyskich tych starych motywów i zmorfowalem je razem z "nowa mysla" tworzac cztery nowe utwory. Beda one zakonczeniem starej ery Luciferion i poczatkiem nowej. Zabrzmia po czesci "old school", alo to nic nie szkodzi. Je tez chce udokumentowac. Beda odpowiednim pomostem miedzy starym a nowym stylem. Na tej mini znajdzie sie oczywiscie takze i to "demo" se starymi utworami, które sa dosc plastykowe i niedopracowane w stosunku do "Demonication...", ale maksymalnie szczere i kultowe.

Co robiles przez ten caly okres od zawieszenia Luciferion do teraz?

Highlander wygasl w 94 roku w naturalny sposób. W polowie 95 roku praktycznie biorac wszyscy oprócz mnie pojechali do MI (Musician Institute) w Los Angeles, w celu nadania dotychczasowemu ze'chowi profesionalnego brzmienia. Osobiscie nie mialem ciagoty do tej ekspedycji. Nie pojechalem z róznych powodów. Ale oczywiscie glównym, dla którego zostalem byl... LUCIFERION! Powstal juz na poczatku 94. Mialem próby z dwoma zespolami, jedna po drugiej, trzy razy w tygodniu. Oczywiscie uwielbialem to. Im wiecej grania tym lepiej. Juz od wielu lat sluchalem agresywnej muzy. Zawsze mnie to cholernie pociagalo. Sluchalem i gralem duzo speed i trasch metalu dlugo przed Highlander. Stworzenie blastowej kapeli bylo od dawna kwestja czasu. Jednak ultymatycznym oswieceniem okazal sie byc.......... Morbid Angel. Ta kapela zmienila moje zycie... Nie, nie chce nawet zaczynac, bo sie rozpisze na kilka stron. Pózniej nagralismy plyte dla Listenable Records we Francji. Produkcja Demonication (The Manifest) byla moim pierwszym wypaleniem sie z sil witalnych. Oddalem wszystko co wtedy mialem dla tej plyty... Gdyby nie to, ze wymieklem z reszta zalogi, Luciferion z pewnoscia istnial by o wiele dlózej. Ale nie dalo rady. Gdy zostal zawieszony, nie mialem zadnej kapeli. Za to przez kolejne dwa lata tworzylem muzyke w kilku róznych stylach naraz. Moje spektrum muzyczne jest zbyt szerokie by trzymac sie jednego stylu. Muzyka zawsze mnie rozpiera, a jeden nurt nigdy nie zawiera wszystkich tych wartosci, które sa dla mnie istotne. Przez dwa lata totalnego odseparowania od swiata (poza buda) robilem material na drugi full-lenght-album Luciferion (ak, jest od trzech lat gotowy (!) – tragiczne, nie prawda?). Nastepnie duza czesc materialu w stylu symfonicznego "black", ale nie w konwencji diabelskiej tylko mistycznej. Potem grind/death/"punk"-core-rebel-metalowy material z Wawrzynem (Damnation) i kilka innych mutacji stylowych, których nie mozna sprecyzowac. W kazdym razie przez ten okres stworzylem ogromna ilosc materialu, karmiony nieopisana nienawiscia, bólem egzystencjalnym i samotnoscia w sztuce, ale glównie uwielbieniem do muzyki i mistyka. Wszysko to jednak nie wyszlo poza mój komputer i jest w nim do dzisiaj. Jakos nie moglem sie wziasc w troki i stworzyc konkretna kapele. Bylem za bardzo zmeczony wszystkimi otaczajacymi mnie smiertelnikami (nie wliczam Wawrzyna, to jedyny czlowiek z oddaniem). Dla tego tez... trzy lata temu zamknalem drzwi i okna na dwa tygodnie, wylaczajac telefon, i zaczalem rozkladac dziesiec utworów Morbid Angel na czesci pierwsze, tzn. gitary. Pomyslalem - bezsensem jest marnowanie czasu i zycia siedzac w zasranej Szwecji, w której zycie przelatuje przez palce. Trzeba wszcza'c konkretne postepowanie. Marzenia to teoria, ja zdecydowalem zmienic je w praktyke. Spakowalem torbe i pojechalem do Tampy (Floryda, Stany). Nikogo tam nie znalem, ale dzieki Peterowi (Vader) dostalem namiary na Lee Harisona z Monstrosity, u którego mialem punkt zaczepu. Po tygodniu przeprowadzilem sie do Georga Fishera z Canibal Corpse gdzie mieszkalem dwa tygodznie. Sensem tego wszystkiego byl oczywiscie jedyny cel... Morbid Angel. Wlasnie dla tego tam pojechalem. By grac w jedynym, wedlóg mnie, optymalnym dla mnie zespole - Morbid Angel. To bylo jak zew. Nie watpilem ani chwili w moja decyzje. Eric Rutan nie byl juz czlonkiem zespolu, a nowy wokalista byl wlasnie próbowany. Wiedzialem o tym, dla tego sie na to zdecydowalem. Mieszkalem pózniej u Sandovala kilka dni ogólnie go skanujac. Ale nie ujawnilem poczatkowo powodu mojego przyjazdu. Bylem tam na razie na zasadach kolezenskich. Bylem pózniej u Treya pewnego wieczoru gdzie rozlozylismy uniwersum na czesci skladowe. Pózniej zapoznalem ich z moim celem podrózy... Suma sumarum, nie byl to odpowiedni okres na tego typu przedsiewziecia. Trey byl strasznie zmizernialy po klutniach z Davidem i Erikiem w studio. Nie byl obecny na ziemi myslami (z reszta zadko jest). Po za tym wlasnie asymilowali nowego wokala, co samo w sobie bylo mikroskopijnym problemem biorac pod uwage, ze najwazniejszym aspektem tego przedsiewziecia bylo przygotowanie "nastepcy" po glównym Death Metalowym autorytecie wszechczasów - Davidzie Vincencie. To bylo wtedy wystarczajacym obciazeniem dla zespolu. Nie mieli psychicznej energii ani sil na poswiencenie uwagi kolejnej osobie. Z reszta jestesmy z Treyem strasznymi iniwidualistami, watpie ze dalo by sie to pogodzic. Ale kto wie, moze i moglo by byc wrecz przeciwnie. Oprócz tego, bylyby wedlug niego trudnosci z pozwoleniami, paszportem, przewalem Szwecja-USA itp. Wolal takze pracowac z kims z "okolicy", z kims pod reka. Kumam go dokladnie w tej kwestji, ale i tak troche ograniczone podejscie. Na jego miejscu "przeanalizowalbym" dokladniej kogos, kto specjalnie przebyl ocean by grac w moim zespole. Z jednej strony szkoda... Ale nie przejalem sie tym wszystkim zbytnio. To byla tylko jedna z opcji w moim zyciu. Wybitna, z cala pewnoscia, ale wciaz opcja. Dzisiaj buduje wlasne imperium, w którym nikt mnie nie moze ani ograniczyc ani zastopowac.
_______________

O cholera!... wlasnie zdalem sobie sprawe, ze minely trzy doby od czasu jak zaczalem pisac. Kolejne trzy cale dni przed ekranem. Znowu przesadzilem. Ale czego nie robi sie dla idei...