Marzec 2001
Nr:117

 

Metal Hammer – wywiad
Pytania: Darek Switala/Robert Urny
Odpowiedzi: Wojtek Lisicki – Transcendental Protagonist of LOST HORIZON

 

Czesc 1 – oficialnie opublikowana, z tym ze w gazecie poobzynano mi niejedno slowo, tu zamieszczona jest oryginalna wersja

(nizej na stronie znajdziecie nieopublikowana reszte wywiadu)

"Awakening The World" debiutancka plyta Lost Horizon zrobila na mnie bardzo dobre wrazenie. Tak szczerego i zywiolowego heavy metalu dawno juz nie slyszalem... O nowej plycie zespolu rozmawialem z Wojtkiem Lisickim - liderem Lost Horizon i Luciferion, który... jest Polakiem. Byc moze dlatego Wojtek odpowiedzial na wszystkie moje pytania niezwykle wyczerpujaco. Odpowiedzi znajdziecie ponizej.

Nie wiemy zbyt wiele o historii Lost Horizon. Jak doszlo do powstania grupy.

W roku 1990 powstal Highlander. To byl piekny czas. Szczescia i naszego heavy metalowego kulmu. Gralismy od cholery gigów i zycie gralo na lucie. Istnielismy do 94 roku. Przez ten czas nagrane zostaly trzy "demówki". Nie w celu wysylania do wytwórni - nagrania byly robione wylacznie dla wlasnej przyjemnosci. Kto wtedy myslal o wytwórniach. Liczylo sie granie! W 94 wszyscy czlonkowie zespolu, oprócz mnie, wyjechali do MI (Musician Institute) w Los Angeles. Nic mnie tam nie ciagnelo, mialem inne plany i ful roboty. Z reszta juz na poczatku 94 zalozylismy z Michaelem (teraz w Dark Tranquillity) i Peterem, Luciferion, który kompletnie mnie pochlona. W 95 wyszedl album Demonication (The Manifest) dla Listenable Records. Jezdzilismy po Europie dewastujac sceny tornadem. Totalny okres! Po roku wrócili wszyscy Highlanderzy. Basista Martin (teraz w Lost Horizon) wskoczyl do Luciferion i kapela dostala extra kopa. W tym czasie reszta Highlanderów poznajdywala sobie inne zajecia. Niestety Luciferion jako kapela nie utrzymal sie dluzej niz do polowy 97 roku. Amatorsko-olewcze podejscie kilku czlonków bylo nie do przyjecia. Po jakims czasie poprostu wymieklem i zamknalem zespól. Przez nastepne póltora roku robilem material na druga plyte Luciferion. ...I zrobilem. Jednak material byl (jest) tak zawily ze musialbym zmutowac Pet'a Sandovala z jakims opentanym progresywnym perkusista zeby to nagrac. Mialem wtedy straszny syf w zyciu. Nie mialem za bardzo kontaktu z Ziemia. Ten material powstal doslownie w transie. (Jak tego disiaj slucham w wersji midi to nie jest to zbyt ludzkie. Bede sie musial bardzo konkretnie przygotowac przed nagraniem tej plyty jak nadejdzie czas.) Odstawilem to na pólke. Potrzebowalem odnalezc balans. Zaczelismy sie z nowu razem spotykac sie z kikoma ludzmi z Highlandera. Wspominac minione lata. Braterskosc, podobne nastawienie i zew heavy metalu byl wrecz porywajacy - ku naszej radosci! W 98 nastapilo wielkie zjednoczenie. Poczatek odrodzenia. Ze starego skladu zebrali sie: perkusista Christian Nyqvist, basista Martin Furängen i ja na gitarze. Nie trzeba bylo nic dopowiadac. Wszyscy wyglodnieni mizeria ostatnich lat i bezsensownych projektów, nabrali nowego oddechu i checi. Zaczelo sie zdecydowane przygotowywanie materialu na debiutancki album. Tym razem w maksymalnie profesionalny sposób. Gralismy cztery razy w tygodniu. W 99 zaczal nam wybitnie doskwierac brak wokalisty. Pamietalem, ze gralismy kiedys na jakims prywatnym fescie (urodzinach) u jednego kumpla. Byl tam jeszcze inny zespól. Grali covery Crimpson Glory, Accept, Queens R˙che. To co utrwalilo mi sie w pamieci to to, ze wokal tej kapeli mial glos z takim jajem, ze az nie chcialo sie wiezyc ze to nie wokalista jakiegos znanego zespolu. Utwory powyzej wymienionych grup odtwarzal idealnie. Postanowilismy odszukac go. Po niedlugim czasie byl juz u nas na próbie. To byl Daniel Heiman. Po przedstawieniu planów udalo sie nam zwerbowac go do Highlandera. Tak jak tez myslalem, mial magiczny glos... W krótce po tem nagralismy dwa utwory "Heart Of Storm" i "Perfect Warrior". Tym razem juz w celu demonstracyjnym. Nastal swit nowego czasu. Zdalem sobie sprawe, ze zaczal sie czas, na który wszyscy zawsze zesmy czekali - czas stworzenia prawdziwego zespolu.

Jak doszlo do kontraktu z Music For Nation?

Wyslalismy piec czy szesc egzemplarzy demonstracyjnych-CD, zawierajacych owe dwa utwory, do uprzednio wybranych, metalowych wytwórni. To mialo miejsce w lecie, kilka dni przed wyjazdem na odsapniecie do Polski. Zaraz po przybyciu, podekscytowana babcia oswiadczyla mi, ze urywaja sie zagraniczne telefony. Tak rozpoczal sie kontakt z kilkoma potencjalnymi partnerami, których renomowane nazwy przewyzszaly jedna druga. Patrzac retrospektywnie..., juz na samym poczatku, gdy decydowalismy sie do których z nich wyslemy material, zaczal mi sie, po czesci swiadomie, po czesci podswiadomie, wyrabiac szczególny, pozytywny obraz jednej z nich. Pózniej okazalo sie, ze moja intuicja mnie nie mylila. To byly krótkie wakacje. Przed wyjazdem do domu zdazylem jeszcze zachaczyc o Lodz i nagrac solówke, dwa intra i dopomóc kilkoma radami na nowej plycie Damnation, Resist. To bardzo dobra plyta. Ma w sobie selektywnosc aranzacji i "chwytliwosc" Blessed Are The Sick, Morbid Angel. Oczywiscie nie stylowo - Damnation ma wybitnie wlasny styl! Wawrzyna juz nie bylo, wywialo go do Stanów. To z reszta jeden z moich najlepszych friends. Po dziesieciu dniach wrócilem do Szwecji goniac zew zblizajacej sie premiery "jedynki" Gwiezdnych Wojen, których uprzednia trylogia, zawsze wzbudzala u mnie wrecz duchowe odczucia. Stalismy cala noc po bilety na zewnatrz kina. Niestety, moje oczekiwania maksymalnie padly gdy film okazal sie byc Holiwoodzko-typowym shitem, z reszta dla dzieci. W kazdym razie, po powrocie do domu rozpoczal sie okres "edukacji" o charakterze prawnym, spotkan z reprezentantami wytwórni, analiz... Wszystko jednak zaczelo wskazywac w strone Music For Natiotns. W porównaniu do reszty stresujaco-dusigroszowych labeli, zdawala sie emanowac spokojem, starzem, klasa, chojnoscia i profesionalizmem. A gdy konkretnie przedstawili oni warunki kontraktu, stalo sie to jedynym logocznym kierunkiem. Nie bylo juz watpliwosci... Kilka miesiecy zajely pertraktacje, które zakonczyly sie sukcesem. 17:ego marca, o godzinie 22, w ton muzyki Virgin Steele, przy ruskim szampanie i swiecach, zostal podpisany pakt mocy... Istnielismy oczywiscie jako Highlander. Nikt oczywiscie nawet nie pomyslal o zmianie nazwy. Az tu nagle...pewnego dnia...okazalo sie... ze jest w Niemczech jakis rock'n'rolowe gówno, które wydalo, nie jedna, a szesc plyt! Nastala nieopisana mizeria w kapeli... Trzeba bylo zmienic nazwe. Przeanalizowalismy kilkaset slów! I po gigantycznym struganiu, miedzy wiurami ukazal sie wyciosany napis - LOST HORIZON... Mimo, ze Highlander byl BARDZO trudny do odpuszczenia, nowa nazwa odzwierciedla zawartosc zespolu idealnie. Gdy teraz pomysle sobie, ze moglibysmy klepac mizerje w którejs z tych mas-produkcyjnych stajen, robi mi sie niedobrze i utrwalam sie w przekonaniu, ze lepiej nie moglo sie stac. Music For Nation wydaje sie byc wytwórnia-marzeniem, w kazdym razie na tym poziomie na którym sie znajdujemy. Mam nadzieje, ze nie stana mi moje wlasne slowa w gardle któregos dnia - w co watpie. Tak dlugo jak nie beda nas ograniczac oraz wywiazywac sie z "obowiazków" widze kwitnaca wspólprace.

Okladka jak i tytul "Awakening The World" wydaja sie laczyc w jedna calosc...

Jak sama nazwa wskazuje chodzi o przebudzenie. Przebudzenie zaslepionych umyslów, które padly i padaja ofiarami wampirów zycia, które zepchnely i spychaja z drogi szczescia. Proponowana przez nich droga, która jest nam wszystkim mniej lub wiecej, w taki lub inny sposób, narzucana, koliduje z naturalnym odczuwaniem i odkrywaniem, prowadzac do nieuniknionych frustracji i otumanienia.
Oczywiscie, nie mozliwym jest obudzenie i oswiecenie innych nie majac samamu na sobie ran udreki, ale i znalezionego wgladu. My mamy... Wszyscy w zespole przeszli straszne chwile w swoim zyciu. System samozachowawczy jest rozzazony do czerwonosci. Moc jest przebudzona!
Cala plyta to przemyslany koncept. Jej zawartosc jest super szczera. Calkowicie obnazona. Nie ma tu zadnych kompromisów. Teksty, okladka, nasz wyglad, pozostala czesc graficzna, ogólny przekaz, sa wybalansowana jednoscia. Pokazanie drogi innym, a zarazem nam samym, ma na celu odnalezienie to, co wydaje sie byc utracone przez wiekszy ogól.

Piszac muzyke - skad czerpiesz pomysly?

Inspiracja zlozona jest z wielu czynników. Matka zawsze oprócz mlekiem, karmila nas muzyka, sztuka i inspiracja "zauwazania". Starszy, dbal o myslenie o charakterze scislym, ale tez i o mozliwie najczestrze przebywanie w przyrodzie i o rekreacje. Jako mlody bolek wychowany bylem na basniach i w naturze. To bardzo wazne. Einstein zawsze podkreslal, ze to podstawa do rozwoju wyobrazni.
Kazdy ma wsobie cos szczególnego. Jest rezultatem wszystkich zdarzen swojego zycia. Zawsze jest cos co z czasem przewaza i sie wyszczególnia. Zawsze jest cos w czym jest sie szczególnie dobrym w stosunku do wszystkiego tego co sie reprezentuje. Mam na mysli oczywiscie pozytywne cechy. Cechy negatywne nalezy w sobie niszczyc, bo cie zjadaja. Innych tez. Jezeli te szczególne mozliwosci/predyspozycje równoczesnie zazebiaja sie z zainteresowaniem, to odpowiedz sama sie nasuwa. Trzeba za tym isc. Sluchanie starych pchajacych cie na spajacza konserw czy ortodonte, bo sami nimi sa, to istna glupota, za która pózniej placi sie zmarnowanym zyciem. (Oczywiscie, sa wyjatki i szczególne okolicznosci.) Trzeba zidentyfikowac wlasne, pozytywne pragnienia, sprecyzowac je, i zdecydowanie i konsekwetnie rozwijac w wymarzonym przez siebie kierunku. Mozna oczywiscie próbowac byc omnibusem, ale malo komu wychodzi to na zdrowie w warunkach "naziemskich". Domyslam sie, ze wiele osób siedzacych w klimatach black/death moga uwazac to wszystko co mówie za jakiegos rodzaju wywody graniczace z New Age czy cos w tym rodzaju. Nic bardziej blednego. Nie mam nic wspólnego z tymi przejsciowymi formami interpretacji. Ani zadnymi innymi. Mówie wylacznie wlasnymi slowami.
Jazeli chodzi o moja inspiracje, to jest to oczywiscie wspólne oddzialywanie róznych czynnników. Te najbardziej odgrywajace role to: ogólny romantyzm w stosunku do otaczajacego mnie swiata, osluchanie z muzyka i jej prawami, lacznasc z magia natury, odczuwanie balansu i charmoni w sobie samym, co pozwala mi byc efektownym i wydajnym, obcowanie z ludzmi o podobnych wartosciach...

Jak wyglada sam proces powstawania utworów Lost Horizon?

Czesc 1| To naprawde jest proces. Z reszta ciagle nabierajacy coraz bardziej (nieco) zróznicowanych krztaltów, ale za razem coraz klarowniejszego ladu. Wiem jedno, muzyczne myslenie jest juz od dawna czescia mojego sytemu operatywnego w umysle. Jedni podejda do tego nazywajac to natrectwem czy wrecz choroba, ja nazwe to oddaniem sie najbardziej odpowiedniemu (jak narazie) dla mnie kierunkowi - muzyce... Jezeli to jest choroba to ja chce byc chory.
Czlowiek zawiera w sobie pewna mniej lub bardziej kontrolowana moznosc odczuwania w sobie uczucia tego co smiertelnicy nazywaja miloscia (nie uwzgledniajac tutaj w stosunku do czego lub kogo). W kazdym zdrowym czlowieku w jakims stopniu jest ona wzbudzana lub czeka na wzbudzenie. Tak samo jak zlosc, nienawisc, radosc i inne odczucia. Wedlóg jednej z moich teorji, kazdy (muszac, by nie peknac w szwach) poswieca/ukierunkowuje/przeznacza owa milosc na cos lub kogos, lub na wiele rzeczy naraz. Ja "poswiecilem" ja (czesciowo samoistnie) na "konto" muzyki i magii odkrywania. Rozdawajac/przeznaczajac ja na wiele rzeczy na raz, w któryms momecie moze skonczyc sie jej zapas. A nawet jak sie nie skonczy, bo jest niby stale re-produkowana, to zostaje zdewaluowana. Tak, wlasnie tak wyglada normalny smiertelnik. Standardowe, równomierne rozkladanie energii na wszystko naraz. Jest wszystkim i nikim. Nastepnie znajduje on obiekt odpowiedni do reprodukcji, koncentrujac na niego wieksza czesc owej "milosci" tym samym ujmujac z innych czesci skladowych. Zachowanie, o którym systemy sterujace swiatem dobrze wiedza, swiadomie podtrzymujac plomien tematu kobieta-mezczyzna-rodzina, jako najbardziej dzialajacy i sprawdzony. Dopatruja by jednostka miala na co poswiecic owa "energie", a zeby jej ewentualny nadmiar nie przyczynil sie przypadkiem do przebudzenia. I tak dalej, i tak dalej...
Wracajac do sedna pytania. Proces tworzenia muzyki, od zarania mysli do gotowej kompozycji, jest u mnie bardzo dlugi i zlozony z wielu momentów. To wszystko oczywiscie ulega wariacjom z czasem. Jednak niektóre tendencje wydaja sie byc bardziej stale. I tu prawdopodobnie odzwierciedla sie moja osobowosc.
Niegdys, szczególnie w poczatkowych latach, gdy bylo sie jeszcze gówniarzem z dziurami w kieszeniach, podstawa bylo nagrywanie rifów na magneciaka i granie pózniej do nich na gitarze. Z czasem zaczelo to byc niewystarczajace. A ze o "wielo-sladzie" mozna bylo sobie tylko pomarzyc, zaczelo sie wielosladowe myslenie. I tak zaczal sie proces uzywania umyslu jako "omni-maszyny" do przetwarzania muzycznych i emocjonalnych danych. W krótce zaczalem marzyc o mini-studyjku 4-o sladowym. Jak go w koncu nareszcie kupilem, okazal sie byc wybitnie ograniczajacym przezytkiem. Zbawieniem okazal sie sequenser. To mój najwierniejszy kompanion. Dzieki niemu moge twozyc muzyke w efektowny sposób. Polecam absolutnie wszystkim kompozytorom! Sluchajac tego co tworze (programuje), sam sie inspiruje. Wystarczy kilka klicków i od razu slyszysz jak ostatni zaaplikowany pomysl brzmi w stosunku do juz uprzednio skomponowanej reszty. Uwielbiam to. To maksymalne odciazenie procesora tu na górze. Ostatecznym idealem, biorac pod uwage dzisiejsza technologie, to harddisc-recording. Gdzie mozesz odrazu wgrac jako format audio (gitary, bas i inne akustyczne istrumenty) material live na komputer. Oczywiscie caly czas mówie o komponowaniu, nie nagrywaniu finalowego materialu. To juz inna historia.


Czesc 2 – nieopublikowana:

What about the promotion of the new album - are you going to play some gigs in Europe?

"Jakies" koncerty?! - Jak tylko zakonczymy etap przygotowan zarzucimy swiat koncertami. Jestesmy maksymalnie bojowa kapela. Koncerty to nasz oddech. Koszmarem jest to czekanie.

Co sie tyczy muzycznych stylów majacych wplyw na moja inspiracje. Oprócz heavy metalu kocham death, black, thrash, speed... Z innej muzy - trance, ambience, folk, muzyke filmowa i czesc klasycznej, muzyke dla gitarzystów alá Joey Taffola, nawet stary new-romantic i po czesci fusion. Ograniczanie sie w muzyce byloby dla mnie straszne. Prawie we wszystkich stylach znajdzie sie To, co nazywane jest Metalem. Bo w Metalu nie chodzi o forme, tylko glównie o emocjonalno-tonowa zawartosc. W przyszlosci bede wydawal muzyke o róznych stylach. Aczkolwiek w kazdym z nich zawarte bedzie To cos.

Who influenced you to start playing heavy metal?

Korzenie siegzaja podstawówki nr 6 w Sopcie. Chyba gdzies w szóstej czy w siódmej klasie zaczely obijac mi sie o uszy "slowa" takie jak: Black Sabbath, AC/DC, Saxon, Judas Priest, Van Halen... Oczywiscie po konfrontacji z zawartoscia znaczenia owych slów, czyli "muzyka" sprawa nabrala innego toku. Pamietam jak pozyczylem Highway To Hell (pózniej ogólnie moja pierwsza metalowa kaseta) i po wlaczeniu Kasprzaka mych uszu dosiegnal chaos wszechpiekiel. Ale maglowalem ta kasete do bólu. Wiem jedno. Mimo, ze byl to pozaziemski zech, cos w tym bylo. I to cos jest do teraz.
Pod koniec siódmej klasy zamienilem spodnie moro na gitare Malwe. Pózniej juz nie bylo odwrotu... Mam gdzies zdjecie jak siedze z tym pudlem wiekszym ode mnie.

I've heard that you've got Polish roots - is it true?

Jak widac, jestem arcy-prze-wybitnie polakiem, aczkolwiek kosmopolitycznym. Co znaczy, ze moge znalezc sobie miejsce gdziekolwiek na Ziemi w razie potrzeby czy checi, nie, ze nie ma to dla mnie znaczenia czy zyje wsród przeze mnie akceptowanych ras czy malpoludów, co bylo by wybitnym klamstwem. Urodzilem sie w Gdansku. W szwecji mieszkam dokladnie polowe zycia.

What do you know about Poland?

Wiem, ze macie bary mleczne z babami krzyczacymi "kolduny odbierac!" i samochodo-podobne pojazdy o nazwie Syrena z dzwiami otwierajacymi sie pod prad. Zartuje - bardzo niezprecyzowane pytanie.

What's most important in your life?

Potrzymywanie "zmyslu" odkrywania - nie stagnacji. Rozwijanie sie, dajace nowe spojrzenie i ulepszenie. Wytrwanie i konsekwetnosc, dzieki którym przezwycieza sie slabostki i trudy na drodze do celu. Prawda, która utrzymuje cie samego w czystosci. Sluchanie wlasnego glosu, do którego jednak zaufanie i którego autorytet trzeba sobie najpierw wyrobic, i wiele innych.
Ale naj-najwazniejsze dla mnie to................................ jedzenie :)

Do you observe what's going on in contemporary metal?

Sklamalbym mówiac, ze skrupulatnie "sledze" rynek. Czas glebszego przejmowania sie muzyka innych dawno u mnie zanikl (chodzi tu o Metal). Aczkolwiek czuje, ze znowu mnie to zaczyna lekko pociagac. Moze dla tego, ze wszystko zaczyna nabierac kwalitetu nie tylko pod wzgledem technicznym.
Co sie tyczy neoklasycystycznego "wspólczesnego" pawer-metal typu, nie lezy to w moim smaku. Fakt, wiele zespolów tego typu charakteryzuja sie dosc durzym profesionalizmem. Niestety... w wiekszosci jest to wszystko ARCY nudne i plytkie. Kolesie w standardowych ubiorach, lub co najgorsze w czarnych koszulkach i jeansach, piszacy pseudo-dramaty o utraconych dupach czy beznadziejnie wkomponowanych smokach. To wszystko takie przyziemne lub kiczowe. Tacy kolesie wzbudzaja (i zawsze wzbudzali) we mnie specificznego rodzaju mdlosc, który kreuje grymas na mojej twarzy mogacy byc porównany z tym, gdyby ktos kazal mi bym na przyklad do ciotki powiedzial "ciociu kocham cie". Co za bzdura. Jak mozna na tym poziomie nie umiec rozgraniczac magii egzystencji jednostki i chemicznego, zakodowanego pociagu do plci przeciwnej, którego zadaniem jest kontynuacja gatunku. Osobiscie wierze tylko w intelektualna milosc.

Istnieja jednak akty i w tej odmianie Metalu, zawierajace w sobie magiczne elementy. Na przyklad Rhapsody (z którymi z reszta odbedzie sie nas pierwszy oficialny koncert, w Paryzu). Mam na mysli muzyke - teksty pomijam bo ich nie znam. Obok pretesionalno-oklepanych i lekko kiczowych motywów, które musowo sa zawarte, sa tu momenty na prawde wielkie, wywolujace to cudowne uczucie euforii, które miedzy innymi odzczuwalo sie w mlodzienczych czasach, gdy odkrywalo sie Metal. To dobry zespól. Z genialnym wokalem (w kazdym razie na plycie). A Luca Turilli zna sie na muzyce.
Ale ogólnie o zespolach... - co to ma za znaczenie, ze zespól jest maksymalnie techniczny, z zawilymi jak loki starej Szymanskiej aranzacjami, skoro ogólnie nie ma zadnej zawartosci, i nie wzbudza mocy. Bardzo polecam Virgin Steele - plyte Invictus i jej poprzedniczke. Cieszy mnie, ze sa takie zespoly.

What do you think about "new metal", bands like Soulfly, Korn and others?

"Metalowych" zespolach? Te zespoly nie maja nic wspólnego z metalem. No chyba, ze jego wyznacznikiem (wedlug tych co takie kapele do niego zaliczaja) jest gitara z distortion i pozostalosciowe "metalowe" tendencje u takich jak Cavaliera.

The cover art is very interesting - who made this project?

Wykonanie graficzne to dzielo Niclasa Sundina, gitarzysty z Dark Tranquillity. Oprócz muzyki, jest on webmasterem oraz grafikiem komputerowym. Jak widac, wybitnie zdolnym. Sama koncepcja okladki oraz jej kompozycja to juz moje sprecyzowane spojzenie.

How could you describe Lost Horizon's music style?

Zdefiniowanie stylu jest trudne. A jak juz, to trzeba i tak poczekac do nastepnej plyty. Nie powinno sie chyba okreslac stylu po pojedynczym zdazeniu. Z reszta po co go okreslac. To jest ograniczajace.
Embriony utworów na plycie siegaja jak mówilem poczatków lat 90-tych (mimo, ze sa opentanczo doprowadzone do upragnionej przeze mnie formy), dla tego trzeba by poczekac do nastepnego albumu i okreslic ewentualne tendencje. Ale jezeli juz musielibysmy nazwac nasz, nie tyle co styl co reprezentowane wartosci, wedlug istniejacych okreslen, to najbardziej oddajacym prawdziwe oblicze jest True Metal.

Plans for the future...

To zalezy jak daleka przyszlosc. Najblizsze miesiace to ogólne przygotowywania i doprowadzanie calosci do pozadku. Chodzi miedzy innymi o to, ze Mamy dwóch nowych czlonków w zespole - klawiszowca i dopiero co zwerbowanego gitarzyste, a material jest bardzo skomplikowany. Nowi czlonkowie to: Attila Puplik (nie, nie ten z Mayhem J)/klawisze i Fredrik Olsson (jeszcze nie stuprocentowy)/gitara. Zaczniemy od pojedynczych koncertów i festiwali. Trasy na razie nas nie interesuja. Mamy za durzo do roboty. Musimy wypróbowac wiele rzeczy zanim rozpoczniemy podbój. Najblizszej trasy mozna oczekiwac najwczesniej za trzy miesiace.

Last words?

Zakanczajac chcialbym oswiadczyc, ze Lost Horizon powstal by przywrócic innym, a zarazem po czesci i samym sobie, zagubiony horyzont, który zostal utracony lub przysloniety na pewnym etapie zycia z róznych powodów.
Jezeli nazwa zespolu wyda sie komus kontrowersyjna w stosunku do reprezentowanych wartosci, to nalezy wiedziec, ze musi byc interpretowana jako Once Lost Hirizon, czyli niegdys utracony horyzont, który my ponownie staramy sie ukazac oczom tych którzy go utracili i tym którzy go szukaja. To "Once"jest nie pisane wiec i niewidoczne, ale zawsze tam jest.